DIAMONDS ARE FOREVER
Maurycy Gomulicki
DIAMONDS ARE FOREVER, 2011/16
original piece: MDF structure covered with plexiglass mirror, Ø 240 cm; 2011
remake: polished stainless steel, Ø 240 cm; 2016


my newest mirror piece at "Love for the Real Thing" exhibition.

MDF structure covered with plexiglass mirror, diameter 240 cm


Miłość do tego, co naturalne / Love for the real thing

Artists: Dorota Buczkowska, Rafał Dominik & Agata Wrońska, Maurycy Gomulicki, Marcin Gwiazdowski, Olga Lewicka, Gordon Matta-Clark, Jan Mioduszewski, Dmitry Paranyushkin & Diego Agullo, Magdalena Starska, Matthias Wermke & Mischa Leinkauf

kuratorka/curator: Anna Czaban

Galeria Miejska Arsenał
Stary Rynek 6, 61-772 Poznań, Poland
19.08-11.09.2011

arsenal@arsenal.art.pl

autocad by Celula Arquitectura
executed by Karol Laskowski & Karol Perepłyś (Studio 27)

Diamonds Are Forever

wywiad pyta Romuald Demidenko


Dom, w którym się wychowałeś zawierał niezwykle bogaty księgozbiór twojego dziadka, Juliusza Wiktora Gomulickiego.

– Atmosferą przesyconą zapachem książek oddychałem od najmłodszych lat. Biblioteka to mój najbardziej naturalny habitat. JWG żył literaturą, lecz był nie tylko naukowcem i humanistą ale przede wszystkim duchem niesfornym i pełnym ciekawości dla kultury i jej najdziwniejszych meandrów. Nie sposób mi przecenić jego wpływu na mnie ale na pewno to co najważniejsze w tej relacji to nie monolit wiedzy z którym mogłem obcować na co dzień ale jego autentyczna pasja dla kultury i umiejętność jej kwestionowania. Jest we mnie wiele miłości dla książek i wiedzy ale nie ma czołobitnego uwielbienia. Książki były dla mnie zawsze źródłem przyjemności, przestrzenią przygody. U boku dziadka i matki nauczyłem się lubić kulturę nie tylko ją cenić i to wydaje mi się najważniejsze.

Jakie książki z tego domu szczególnie zapadły ci w pamięci?

– Kalendarzyk-bibelocik na rok 1818 w safianowym etui z ręcznie kolorowanymi ilustracjami przedstawiającymi egzotyczne owoce i szlachetne kruszce. "Opowiastki Jurne" Balzaka, które oglądałem siedząc na kolanach dziadka, na drabinie, pełne pociągających i przerażających rycin. Niekompletna encyklopedia Brockhausa, którą konsekwentnie kastrowaliśmy co niedziela powiększając moją kolekcję sztychów. "Kroniki Marsjańskie" Bradburyego, które ofiarowała mi mama a które były dla mnie fundamentalną lekcją melancholii i fantazji. "Czarny pająk" i jego kosmate, palące łapy wystające z pomiędzy stronic. "Tajemnice Paryża" Eugeniusza Sue tłumaczone mi przez dziadka z francuskiego orygniału, "Zaginiony świat" Conan Doylea drukowany w odcinkach w Świecie Młodych. "Kot olbrzymi. Tygrys Kzamów", który zaplątał się przypadkiem między dziadkowe woluminy. "Wirolot Żmudzina", którego nigdy nie widziałem – dużo by on tym mówić.


Na wystawie, którą przygotowujemy do Biblioteki Narodowej, pokażemy twoją pracę Diamonds Are Forever - prezentowaną wcześniej w poznańskim Arsenale. Co było pretekstem do stworzenia tego obiektu?

– Diament jest kolejną moją realizacją (obok np. Perły czy Obelisku) w której interesuje mnie przedmiot pożądania, obiekt kultu, skarb. Cudowny, kuszący, świetlisty a jednocześnie mroczny. Jest to podmiot symboliczny szalenie ambiwalentny – diamenty to przecież perfekcja, czystość, piękno, trwałość ale jednocześnie pycha, władza, klątwa, zguba. Historia diamentów skąpana jest we krwi a one pozostają niesplamione – co za perwersja. Kunsztowne szlify skrzą światłem w nich uwięzionym. Ich piękno jest pięknem geometrycznym, nieludzkim. Jest to piękno okrutne. Doskonałość sama w sobie jest nieludzka. O ileż inna, nieporównanie łagodniejsza jest doskonałość kulistej, opalizującej perły. Mimo iż w różnych systemach filozoficzno-religijnych symbolizują wyższy poziom ewolucji ducha niepokojąca jest ich sterylność. Ten najtwardszy z minerałów jest jednocześnie kruchy i łatwopalny. Na pogorzeliskach nie znajduje się diamentów. Fascynują mnie te wszystkie kontradykcje.

Interesuje mnie też to, że diament jest swojego rodzaju rekwizytem, (alegorią, metaforą). Myślałeś o tym podczas tworzenia tego obiektu?

– Rekwizyt to jedno, alegoria, metafora drugie. Fakt, że jest do pewnego stopnia rekwizytem mnie nie cieszy – wynika z pewnych niedociągnięć procesu realizacji. Jestem zdeklarowanym fetyszystą i pożądam przedmiotów idealnych. Natomiast aspekt metaforyczny, symboliczny jest zawsze zasadniczy – obiekt pozbawiony takiego wymiaru pozostaje li i jedynie zdarzeniem formalnym.


Co to będzie oznaczało w kontekście tej biblioteki?

– Każda praca niezależnie od tego, że istnieje jako byt samodzielny zmienia się do pewnego stopnia w zależności od kontekstu w jakim jest prezentowana. Dotyczy to szczególnie prac które podejmują dialog z przestrzenią a mój diament jest wyjątkowo podatny, aktywny w obrębie takiej dynamiki nie tylko jako obiekt o określonych charakterystykach formalnych i symbolicznych ale przede wszystkim ze względu na fakt, że podstawowym elementem nośnym tej pracy jest lustro. Zwierciadło stanowi rodzaj szczególnej pułapki tak na przestrzeń jak i na widza. Nie potrafimy przejść koło niego obojętnie. Lustro odbijając świat jednocześnie go zawłaszcza. Odbijając niejako znika, wypełnia się światem. To mimikra prawie doskonała. Lustro jest szczególnym rodzajem fantomu który przestaje istnieć w ciemności. W przypadku tej prezentacji mamy dwa bardzo silne konteksty: primo sam fakt, że jest to Biblioteka Narodowa a więc sanktuarium wiedzy skodyfikowanej w słowie, secundo wystawa w której biorę udział poświęcona jest architekturze, niepokojowi związanemu z jej przyszłością. Mamy tu szereg interesujących paraleli – możemy przecież mówić o architekturze wiedzy i architekturze języka. Pytanie o przyszłość architektury jest jednocześnie pytaniem o przyszłość człowieka i przyszłość wiedzy. O rozumienie i sposób organizowania świata tak materialnego jak duchowego – pozostają one przecież w bezpośredniej zależności. Myślę, że diament na tej wystawie można potraktować jako kontrapunkt symboliczny. Będzie odbijał bibliotekę, jej architekturę, powinien więc prowokować do refleksji nad tym miejscem a ta powinna być wieloplanowa. Zawsze podstawowym pytaniem jest pytanie o efektywność. Efektywność tak struktury jak i estetyki bo ta ostania nigdy nie jest bez znaczenia niezależnie jak powierzchowną kwestią mogłaby się wydawać w wobec tego filaru cywilizacji jakim jest wiedza.

Co widzi twój diament?

– Wszystko to co jest po drugiej stronie lustra. Odbija bibliotekę – jej blaski i nędze: cudowny panel sufitowy z niezwykle smakowitymi gradientami i szaro burą wykładzinę podłogi. Wchodzących do czytelni: ich twarze więc ich emocje. Czego w nich będzie więcej radości czy udręki tego nie sposób mi przewidzieć. Najprawdopodobniej mignie w nim skupienie i ciekawość choć być może również pośpiech, zmęczenie, zniechęcenie. Diament zniekształci przestrzeń – miejscami pokaże pustkę, miejscami niepokojącą dyslokację. Na swój sposób podoba mi się ta deformacja – niezależnie od tego jak dobrze zorganizowana jest Biblioteka Narodowa idea porządku przypisana do masy krytycznej wiedzy jest szalenie złudna. Mój Diament w przeciwieństwie do Perły jest nieperfekcyjny – plastikowe lustra w sposób organiczny deformują odbicie. Odrobina biologii przelewająca się w tej quasi doskonałej formie wydaje mi się szalenie ludzka i adekwatna wobec nieuchronnej powagi miejsca w jakim jest prezentowany.


Wchodzimy do biblioteki, która jest świątynią wiedzy i skupienia. Diament w bibliotece utożsamia do pewnego stopnia wartość wiedzy, intelektualnego potencjału, a jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to już trochę przebrzmiała i kokieteryjna forma.

– Pewne ikony są po prostu uniwersalne – to oczywiste, że powinniśmy poszukiwać nowych znaków adekwatnych do współczesności ale n.p. serce czy czaszka wydają mi się ponadczasowe. Podobnie z mojej perspektywy rzecz ma się z diamentem. Tyle jeżeli chodzi o anachronizm. Kokieteria – nie mam z nią problemu – jest jeszcze jedną realną dynamiką kultury. W przypadku diamentu nad wyraz zasadną: jest przecież bezcenną błahostką – to jeszcze jeden wybryk natury – drogocenny w świecie ludzi, bezwartościowy w przyrodzie. Mój diament waży sto kilo – kokieteria, która może zabić – czemu nie.


Jakie twoim zdaniem będzie społeczeństwo w przyszłości?

– Bardzo trudno odpowiedzieć na tak sformułowane pytanie przede wszystkim dlatego, że społeczeństwo nie jest tworem jednorodnym i nie rozwija się w sposób linearny. Nie jestem futurologiem natomiast jak każdy zastanawiam się nad tym jakie kierunki rozwoju by mnie interesowały. Marzy mi się świat składający się z ogrodów i bibliotek. Społeczeństwo hedonistycznych filozofów skoncentrowanych na sublimacji piękna i rozkoszy ale to oczywiście utopia. Nie wiem jakie będzie społeczeństwo przyszłości ale zdaję sobie do pewnego stopnia sprawę z tego co będzie je determinowało. Pomijając oczywiste kwestie bytowe związane z ekonomią i polityką niewątpliwie zachowanie proporcji pomiędzy doświadczeniem wirtualnym a realnym będzie kwestią zasadniczą dla rozwoju człowieka. Proszę mnie nie zrozumieć źle przestrzeń wirtualna jest niezwykle efektywną przestrzenią komunikacji i stwarza ogromne, właściwie nieskończone, możliwość ekspansji i kreacji jest jednak tak łatwo dostępna i atrakcyjna, że dając natychmiastową satysfakcję bardzo szybko może okazać się dominującym polem aktywności. Interakcja ze światem fizycznym, zmysłowym wydaje mi się fundamentalna dla zachowania naszego człowieczeństwa. Nie chciałbym żyć jedynie w rzeczywistości idei i fantomów niezależnie od tego jak bardzo pociągająca mi się wydaje. Jest pewna schizofrenia w stale powiększającej się ilości wirtualnych alter ego. Oczywistym dla każdego jest nadmiar dostępnych informacji i konieczność wypracowania odpowiednich narzędzi, które umożliwią nam sprawą selekcję danych. Narzędzia to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Przede wszystkim musimy nauczyć się myśleć szeroko i efektywnie jednocześnie nie porzucając naszej podstawowej kondycji bytów emocjonalnych. Gromadzenie wiedzy to cel bardzo szlachetny ale jeżeli nie umiemy z niej korzystać to banki danych stają się grobowcami a nie świątyniami. Nasza przyszłość zależy od tego jak głęboko będziemy w stanie przeżywać świat i na ile sprawnie będziemy o nim myśleć. A to z kolei w dużej mierze zależy od tego jak ten świat będzie ukształtowany. Relacja pomiędzy człowiekiem a jego otoczeniem jest zawsze dwukierunkowa.
40 photos · 633 views