new icn messageflickr-free-ic3d pan white

banabila.bandcamp.com/album/signals-from-krakrot-ep

www.discogs.com/Banabila-Zenial-Signals-From-Krakrot/rele...

 

POLITYKA:

Ta muzyka pokazuje, jak owocne może być spotkanie dwóch wrażliwych, otwartych, choć na pozór odmiennych od siebie osób. Obydwaj - Holender Michel Banabila i ukrywający się pod pseudoniemem „Zenial" Polak Łukasz Szałankiewicz - upodobali sobie muzyczne dialogi w obrębie eksperymentalnej muzyki elektronicznej.

 

Zenial uczynił z tego bodaj swą główną metodę twórczą. Od lat współpracuje z wieloma artystami - nie tylko dźwiękowymi - z różnych krajów i generacji. I jak pokazują dokumentacje płytowe oraz koncerty, nieźle na tym wychodzi: wzbogaca swój i tak wyraźny - mroczny, abstrakcyjny, a jednak bogaty w nastroje - styl, nadaje muzyce energii i dramaturgii. Sytuacja nierzadko w dużej mierze improwizowanego spotkania wyostrza zmysły, rodzi czujność, wysubtelnia muzykę - prowokuje wyważenie środków. Dziesięć lat w postawie nie zasypującego gruszek w popiele eksperymentatora, poszukiwacza ciekawych dźwięków sprawiło, że właśnie teraz, koło trzydziestki, jego muzyka zyskuje smaczną dojrzałość.

 

Dobrze widać to w zestawieniu z koncepcją muzyki Banabili, o wiele bardziej gładkiej, melodyjnej, ilustracyjnej. W kompozycji z takim partnerem Zenialowe mroki, hałasy i niepokoje nabrały nowych, bardziej złożonych, a zarazem mniej oczywistych wymiarów. Paleta brzmień i kolorów poszerzyła się nie tylko o szarawe, ale też o zupełnie jasne nastroje, jak choćby w utworach „Twardowski", czy „Oh No Uaredaro!". Szałankiewicz odkrywa ich niepokojące, drugie oblicze. Piszę „Szałankiewicz", bo to jego muzyczny świat tu dominuje. Bez Banabili jednak nie przekroczyłby własnych ograniczeń.

 

Nie grozi nam nuda, muzykę niesie żrące napięcie, dobrze rozplanowana, działająca na wyobraźnię dramaturgia, jak w najlepszych filmach Hitchcocka. Czasami dostajemy chwilę, by odsapnąć, lecz zaraz znów chwyta nas za gardło psychotyczna aura. Suspens przychodzi na sam koniec: płyta kulminuje, napięcie narasta, zagęszcza się, różnicuje, i gdy staje się nieznośne, muzyka urywa się. To jak jazda nocą w „Zagubionej autostradzie": niby nie ma ostrych zakrętów, ale są strachy i zagadki. I bar z pizzą po lewej.

 

Muzycy dobrze brzmią w tym symbiotycznym zestawieniu, a wybrane przez nich pole analogowej elektroniki to trafny wybór, bo rosną tu kwiatki o cokolwiek nieoczywistych kolorach i można z nich - jak widać - skomponować całkiem niebagatelny bukiecik. (Joanna Wojdas)

1,746 views
1 fave
7 comments
Taken on June 17, 2008